Podręczna Notatka
Historyka Sztuki, Patrycji T.,
Do Ewentualnego Wykorzystania
Przy Oprowadzaniu Wycieczek
…Jak chodzi o fontannę, która nie mogła się nie znaleźć na trasie naszej dzisiejszej wycieczki, panuje tu pełna zgoda i podczas swojego obcowania ze sztuką nie spotkałam nikogo, kto myślałby inaczej. Sądzę, że podobne będzie i zdanie Państwa. Roztaczająca się przed nami fontanna jest niezwykle piękna, emanuje z niej klasyczna harmonia, spokój i równowaga. Dominującym kolorem marmuru, będącego tworzywem, jest jeden z odcieni pomiędzy rdzawym różem a złotawo mlecznym brązem, skąpanym w słońcu pogodnego, letniego dnia, takiego jak dzisiejszy. Nie szczędźmy czasu i przypatrzmy się uważnie, z jak finezyjnym wdziękiem okazałą, studzienną konchę (inaczej muszlę fontanny), przyozdobioną na obrzeżach czterema głowami, jawnie zwróconymi ku czterem stronom świata, podtrzymują na swych ramionach dwie wymodelowane, chciałoby się rzec wypieszczone rękami artysty kariatydy, z jakąż maestrią wyobrażające niezrównane piękno kobiecego ciała. Zwrócone twarzami i kształtną, zmysłową resztą swych wdzięków w przeciwnych sobie kierunkach, obie kariatydy spoczywają na małym prostopadłościennym postumencie, wynurzającym się z dna fontanny w centralnym jej miejscu. Natomiast cztery wyraźnie męskie głowy na obrzeżach marmurowej muszli, z których przez otwarte usta bez przerwy tryska krystaliczna woda i spadając w dół (dzięki tym kuglarskim sztuczkom techniki, do której nigdy nie miałam głowy) utrzymuje swój stały poziom wewnątrz kolistego, niskiego obramowania fontanny, w tym miejscu dostępnej, jak Państwo widzą, nawet dla maluchów... otóż, owe cztery głowy są być może głowami poddanych z podwodnego królestwa Neptuna.
A teraz podnieśmy nieco oczy i spójrzmy na pokrytą zielonkawą patyną, quasi-antyczną postać Szermierza z brązu, zwanego niekiedy Szermierzem Wolności. Tak jak go widzimy jest zwieńczeniem całej fontanny. Jakkolwiek wyraźnie rozbudowana kompozycja z dolnym postumentem, kariatydami oraz rozłożystą muszlą stanowi cokół jako taki, na którym wznosi się samotnie nasz Szermierz, to jednak zauważmy, że stoi on wprost na małej kolistej podstawie, wynurzającej się ze studziennego dna muszli dźwiganej na ramionach i głowach, jak już to zaznaczyliśmy, przez szczególnie pracowite kobiece postacie. W prawej ręce Szermierz dzierży szpadę. Szpada łagodnym łukiem opuszcza się w dół i jej koniec wspiera się na podbiciu prawej stopy Szermierza, która o pół kroku wysunięta jest przed lewą. Ten prosty gest opuszczonej w dół szpady nie świadczy bynajmniej o wojowniczych zamiarach Szermierza Wolności. Co się tyczy dłoni lekko ugiętej w ramieniu jego drugiej ręki, to spoczywa ona na lewym biodrze. Natomiast jego głowa nieco odchylona w prawo zarazem skłania się ku ziemi, tak że Szermierz ze swej pokaźnej wysokości zdaje się patrzeć pogodnie i przyjaźnie w dół, na nazbyt może często zagonionych przechodniów oraz dużo bardziej beztroskich spacerowiczów.
Być może zainteresuje Państwa, że w kronikach miasta zachowała się przepowiednia, wedle której uśpiona męskość naszego Szermierza obudzi się pewnego dnia, nabierze mocy i powstanie. Podług tychże pradawnych przekazów to bezprzykładne przebudzenie się męskości i zryw do lotu będą miały miejsce owego dnia, w którym wielkiej urody i powabu uczona białogłowa ukończy Uniwersytet jako dziewica.
Tyle prastara legenda.
Aliści późniejsze czasy i wiążąca się z tą legendą-przepowiednią historia Uniwersytetu, nastręczają pewną nierozwiązaną zagadkę. Jak niektórzy z Państwa wiedzą zapewne, jedną ze znakomitych studentek wrocławskiej Alma Mater była późniejsza uczennica i asystentka Husserla, a nade wszystko późniejsza zakonnica karmelitanka, niemiecka Żydówka, która w wieku trzydziestu lat porzuciła relatywną prawdę filozoficzną na rzecz prawdy Objawionej i przyjęła chrzest w Kościele katolickim. Mamy tu oczywiście na myśli wielką duchem i umysłem, jak też niebagatelnej urody uczoną białogłowę, Edytę Stein. Wydaje się zatem, że chociażby tylko w tym jednym przypadku (choć cnotliwych niewiast na przestrzeni dziejów było więcej), intrygująca przepowiednia winna się była już kiedyś spełnić. Ale czy rzeczywiście tak było?
Tajemnica polega na tym, iż kroniki zgodnie milczą, co do owego jakże prawdopodobnego, choć jedynie domniemanego zrywu męskości naszego Szermierza za przyczyną urodziwej i cnotliwej Edyty Stein. A przecież okazji ku temu chyba nie brakowało, kiedy to piękna i rozważna Edyta, dziś święta Teresa Benedykta od Krzyża, pobierając nauki na miejscowym Uniwersytecie, prawie codziennie w latach swej młodości musiała przechodzić tuż obok, i niemal ocierać się o przystojnego i milczącego Szermierza Wolności…
(Uwaga: Ze względu na szczególnie delikatną materię stosunków polsko-żydowskich, jak i ich wciąż dużą drażliwość zaleca się, by, w czasie oprowadzania wycieczek z Izraela, całkowicie pomijać epizod z Edytą Stein, jako że mógłby on wywołać falę niesłusznych posądzeń polskich przewodników o ich programowy antysemityzm!)
...Jak chodzi o fontannę, która nie mogła się nie znaleźć na trasie naszej dzisiejszej wycieczki, panuje tu pełna zgoda i podczas swojego obcowania ze sztuką nie spotkałam nikogo, kto myślałby inaczej.
Waldku ciekawe, bardzo ornamentalne językowo opowiadanie-notka.
Piękny tytuł z rozwinięciem.
Przewodnicy, czy przewodniczki "po zabytkach", czy muzealni, to całkowicie odrębna grupa ludzi, prawda?
Twoje opowiadanie uważam za "zakręcone", bo jak zwykle są różne strony medalu, Szermierza, historii.
Jeśli chodzi o Uwagę, to myślę, że przemilczenia prowadzą czasem na manowce ... Ale to moje zdanie, z którym naturalnie się zgadzam serdeczności
E PSssssst Czy to Twoje: "Pierwszeństwo błędu przed grzechem"?
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Bardzo dziękuję Marku za dobre słowo. Uwagę Twoją przyjmuję i skreślam "jak gdyby".
popieram
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Dziękuję Elu. Widziałem, że już jest druga część Twojego opowiadania, jednak jeśli pozwolisz, przeczytam dopiero jutro (tzn. właściwie dziś). Tymczasem idę spać. Dobranoc.