Zabić gwoździa, to tylko niepokój nocny.
Jednak w tym śnie był kawałkiem żywej istoty,
fragmentem całości. Ręką, bo zginał się w łokciu
powyżej którego spoglądały oczy -
para przenikliwie badawczych kocich zwierciadeł.
Dla Stefana było to zbyt wiele. Jak na jedną noc,
brak pracy i zaległe rachunki; odejście partnerki,
konieczność zmiany lokum - to wystarczający
pokarm wygłodniałego stresu. A tu jeszcze
ten sen. Cóż u licha miał znaczyć?
Stefan kontrreformator. Sofista wczorajszego dnia,
teraz przed lustrem wystaje godzinami, mocuje się
z samym sobą. Wieczorne wiadomości wybierają
ze słoi wiedzy wojny domowe na słowa i pięści.
Pławią w wodach. Szydzą bólem, wspomną o miłości
jak o przelotnym ptaku, znaku nadchodzącej wiosny.
Zabić gwoździa. - Można na ścianie, gdzieś pomiędzy
palcami a łokciem. Najlepiej na linii nerwu.
Porazić, by tkwił w bezruchu z zawieszonym na nim strachem.
Można pozornie w czyjejś głowie splątać nim niewiedzę
z brakiem uczuć. Zabić, wzruszając. Wylać łzy na śmietnik
i całość zrekultywować do postaci wieczornych wiadomości.
Stefan dzwoni do lekarza. Pyta, czy jest już ścianą, łazienką,
szafą, czy może młotkiem. Lekarz odpowiada,
że tym razem, gwoździem.
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk
Konfucjusz
.AnimusLumen.
Wiek: 45 Dołączył: 15 Mar 2016 Posty: 985
Wysłany: 2026-06-21, 18:07
Cudne, gęste, do wielokrotnego przeczytania, zwłaszcza „zabić gwoździa”, „zginał się w łokciu
powyżej którego spoglądały oczy”, czy „teraz przed lustrem wystaje godzinami, mocuje się
z samym sobą” - mega dobre! W ogóle sam gwóźdź jest gwoździem programu. Żal mi się zrobiło Stefana, bo kiedyś do mnie zleciały się nieszczęścia parami i z domu długo się nie wynurzałem, jakby ktoś wbił mi gwoździa do trumny, a w tej - sorry za wyrażenie - cholernej depresji mogą się uaktywnić w „bonusie” jakieś zaburzenia, ja tak uważam. Bardzo dobry wiersz! Pozdrawiam
_________________ „Malarstwo jest milczącą poezją, a poezja - mówiącym malarstwem“ - Simonides
Miło mi, że taki jest twój odbiór.
Niestety, osobiście mam ogromny dystans do tego, co robię. Natomiast 'od zawsze', wszelkiego rodzaju stany odrębne, były pasją moich zainteresowań.
pozdrawiam, witekk
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk
Witoldzie, zgrabnie napisane. : ) To taki wiersz opowiadancki, z fabułą. : )
Myślę, że tytuł „zabić gwoździa” to coś w rodzaju „zabić komuś ćwieka” czyli mniej więcej wbić komuś do głowy jakiś temat, by o nim stale myślał i szukał rozwiązania.
A tu – jak się zdaje – bazujesz właśnie na takiej metaforze o „wbitym gwoździu” jak o upartej myśli, która trzyma się głowy i nie da się usunąć.
Najpierw bohater opowieści ma wbitego gwoździa na skutek tragicznych/smutnych zdarzeń życiowych, które trudno mu zapomnieć. A potem powstaje pętla i gwoździem staje się ów bohater i jego problemy. Los tego człowieka i jego problemy stają się bowiem wbitym gwoździem narratora, może lekarza... (twoim Witoldzie?)
Cóż? żelazny gwóźdź jest mocny i zwykle dobrze się trzyma.
To ludzkie, wiele z nas tak ma. : )
Elu, zapisując wiersz nie myślałem o niczym. Byłem wściekły. Rzadko miewam takie momenty wzburzenia, ale był. Wyżyłem się, rozładowałem napięcie pisząc wiersz. Taka to prawda. Nie będę tworzył więc żadnej legendy.
Pisanie zajęło mi nie więcej jak kwadrans. Pojechałem na bardzo dużą imprezę poetycką do swojego Choszczna, z innym wierszem. Ale kilka godzin przed imprezą, mój drugi z kolei syn z Urszulą (kilka lat wcześniej rozwiedliśmy się), z którym wydawało mi się miałem bardzo dobry kontakt, ni z gruchy, ni z pietruchy, nie wpuścił mnie na teren posesji i: 'mam spier....ć, bo on obcych szczuje psami.' - Na siedem lat nie mieliśmy kontakty (piszę też o tym w 'Zielonym karpiu...') - Wiersz oczywiście dotyczy syna. Doskonale go odsłuchał na tejże imprezie, bardzo głośno o tym mówiąc. Lekarzem jest jego żona.
pozdrawiam, witekk
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk